10 kwietnia 2013Dziś 10 kwietnia, ale ja nie o tym, tylko o mojej prywatnej katastrofie z 15 kwietnia. Gdy zbliżał się dzień porodu dwa lata temu i wszystko w domu czekało na radosne przyjęcie małej Tosi, myślałam: ?Oj, poczekaj Mała, żebyś nie urodziła się czasem 10 kwietnia bo będziesz miała beznadziejne urodziny, co roku ta rocznica...? I poczekała do 15-go... A los ze mnie zadrwił i teraz nie wiem, jak obchodzić jej urodziny.
Do tej pory urodziny dziecka kojarzyły mi się wyłącznie z radosnym świętowaniem, wspólną zabawą i toastami. Od dwóch lat już tak nie jest. Nie jest to już niestety dzień upamiętniający radosne wydarzenie, lecz dzień przywołujący najczarniejszy koszmar, który nieodwracalnie odmienił los całej rodziny. I najchętniej wycięłabym ten dzień z kalendarza
Im bliżej do 15 kwietnia, tym częściej wspomnienia wracają i biję się z myślami, jak przeżyć ten dzień, jak nie rozpamiętywać tylko iść dalej i spróbować odnaleźć radość. Każde dziecko przecież chce mieć radosne urodzinki, moja zdrowa córcia też by chciała. Ale jak mamy świętować rozpoczęcie kolejnego roku zmagań, kolejnych dni JEJ cierpienia i walki o oddech tej małej kruszynki, która jest tak niewiarygodnie silna i żyje WBREW??? Czy upamiętniać dzień, w którym nasze w pełni rozwinięte dziecko, mające właśnie przyjść na świat, bezpowrotnie utraciło zdrowie, sprawność i zostało skazane na ciągłe cierpienie? Dużo jeszcze we mnie żalu i złości, choć chciałabym, aby przeważyła wreszcie siła i wola życia.
Koleżanka z dłuższym ?stażem?, powiedziała mi: ?Wiesz, najgorsze były te pierwsze urodziny - cały dzień ryczałam, drugie były już łatwiejsze, mieliśmy już torcik dla najbliższych, a teraz, gdy zbliżają się trzecie, zamierzamy ?normalnie? je obchodzić? (choć stan dziecka ciężki i powodów do radości brak). Ja niestety jeszcze nie potrafię się zdobyć na radość tego dnia. Dziś nie śpiewamy ?sto lat? Antosi, choć przecież ona zasługuje na wszystko co najlepsze...
Marta


















Chcesz przesłać artykuł napisz na:
Nie pokazuj więcej